Jestem wielką fanką Justyny Kowalczyk, więc wszystko co z Nią związane nie jest mi obce. Zaczęło się w 2010 roku, po biegu na 10 km stylem dowolnym na IO, w którym "Justysia" zajęła 5. miejsce. Nie wiem, co się wtedy stało, bo jakoś nagle zaczęło mnie to interesować. Od tamtego pamiętnego biegu nie opuściłam ŻADNEGO występu Justyny Kowalczyk! Zainspirowała mnie do tego stopnia, że za rok zakupiłam narty biegowe (teraz posiadam dwie pary) oraz później nartorolki.
W 2014 roku postanowiłam pojechać na PŚ do Szklarskiej Poręby na Polanę Jakuszycką. Było super. Ale nie od początku było tak kolorowo. W noc poprzedzającą wyjazd byłam strasznie chora, bolał mnie brzuch, miałam 39 stopni gorączki, ledwo stałam na nogach. To był koszmar! A o 7:00 mieliśmy wyjechać... Moja mama sugerowała, że pojedziemy następnego dnia, może trochę mi przejdzie. Ale ja powiedziałam, że nie, że muszę zobaczyc i sprint i 10 km. Ok, pojechaliśmy na dworzec autobusowy do Sieradza. Wzięłam podwójną dawkę tabletek rozkurczowych i przeciwbólowych, troszkę przeszło... Po sześciu godzinach zajechaliśmy do urokliwej Szklarskiej Poręby. Śniegu było tam jak na lekarstwo, ulice były czarne, dachy również. W końcu po trzech kilometrach marszu dotarliśmy do miejsca noclegowego.
Nazajutrz już był sprint stylem dowolnym. Pojechaliśmy na niego oznakowanym autobusem Fisowskim. Było dużo ludzi, fajna atmosfera, wszyscy dzielili się wrażeniami. W końcu po 15 minutach dotarliśmy na Polanę. Nie uwierzycie, ale już przed Polaną było tyleee śniegu :D Ale w końcu w Jakuszycach panuje niezwykły mikroklimat, którego prożno szukać gdzie indziej w naszym kraju. Weszliśmy na trybuny, były one zbudowane z bardzo śliskiego materiału, więc o żadnych podskokach nie było mowy. Zrobiłam sobie zdjęcie z flagą, potem podeszła do mnie dziennikarka z RMF i zapytała o wrażenia. :) W sumie fajne takie doświadczenie. :) Na pierwszy dzień zawodów mieliśmy wykupiony sektor B, który nie jestem pewna, ale chyba kosztował około 70 zł. Było w sumie ok, ale denerwowali mnie ludzie,którzy non stop się przedzierali i mnie popychali. Po prostu to był bląd, że wybrałam ten sektor, bo dużo było chamskich ludzi. Przychodzili niektórzy tuż przed startem, a my 2 godziny przed, a w rezultacie my zostaliśmy przepchani na gorsze miejsce, mimo, że mieliśmy zajęte naprawdę super miejscówkę. No, ale cóż. Justyna Kowalczyk nie awansowała dalej, ale fajnie spisała się Sylwia Jaśkowiec, która była 4. Jeszcze przed startem, na rozgrzewce wzięła mikrofon od spikera i powiedziała kilka zdań do kibiców. Było to bardzo miłe.
Drugi dzień rywalizacji to 10 km "klasykiem". Tutaj wiedziałam, że Justyna Kowalczyk zwycięży i się nie pomyliłam. Wówczas mieliśmy już sektor A, zakupiony za 130 zł. Opłacało się wydać tyle pieniędzy, tym bardziej, ze pojechałam z mamą i bratem, więc troszkę drogawo nam wyszło. Jednak nie żałujemy. Zebrałam duzo autografów - od Pauliny Maciuszek i jej mamy, Apoloniusza Tajnera, Beni Piotrowskiej, oraz Claudii Nystad. No właśnie Claudię spotkałam już przy autobusach, zrobiłam sobie z nią zdjęcie i chwilkę porozmawiałam. Było fajnie :)
Ogólnie całe zawody oceniam na bardzo duży plus. Cieszę się, że tam pojechałam. Zdecydowanie kiedyś również odwiedzę narciarki biegowe na trasie, jeśli nie w Polsce, to gdzieś za granicami naszego kraju. PŚ 2014 podarował mi również piękne wspomnienia, które będą We mnie do końca życia. :)






PS: A Wy byliście kiedyś na zawodach sportowych? Piszcie w kom.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz